Nie trudno się domyśleć, że preferuję wszystko co naturalne, a szczególnie drewno. Nie wyobrażałam sobie sauny z piecem elektrycznym, bo taki uważam za atrapę. Przez tysiąclecia techniki podgrzewania łaźni, wody, „robienia” pary, oparte były na spalaniu drewna. Każdy kto miał okazję wypróbować obie wersje (elektryczną i na drewno) z pewnością zauważył ogromną różnicę, na korzyść tej drugiej.

Zanim rozpoczęłam budowę bani, rozważałam wyłącznie dwie wersje – według tradycji fińskiej lub rosyjskiej.  W saunie fińskiej temperatura pomieszczenia powinna mieścić się w przedziale 80 do 120 stopni, przy niewielkiej wilgotności maksymalnie do 15 stopni.

Z kolei rosyjska bania utrzymuje temperaturę w przedziale 60 do 80 stopni, przy znacznie większej wilgotności, bo sięgającej nawet do 60%.  Bardzo ważna jest jakość pary. Musi być miękka, delikatna.

Osobiście uważam, że komfort pobytu  i walory zdrowotne są znacznie wyższe w ruskiej bani niż w fińskiej saunie. Do tego lubię element picia herbaty ziołowej i przestrzeni biesiadnej. Dlatego buduję ruską banię.

 

Czytaj więcej na http://lubinowe.pl/ruska-bania/